To było jakieś trzy lub cztery lata temu

To było jakieś trzy lub cztery lata temu

To było jakieś trzy lub cztery lata temu

W przeciwnym razie nie. Jeśli jednak istnieje szczególny interes publiczny w osobie szpiegowanej przez Stasi, na przykład ze względu na to, że jest osobą publiczną, Federalny Komisarz ds.Rekordów Stasi (BStU) musi rozważyć chronione prawa osobiste i historyczną wartość osoby, kierując zapytania do prasy. Publikacja. Możliwe jest wtedy przekazanie go, ale osoba zainteresowana może samodzielnie zdecydować, czy ma go opublikować, i otrzymuje kopię swojego pliku z zaczernionymi szczegółami innych danych osobowych.

A potem zajrzałeś do środka?

Tak, oczywiście, że tak, ale to było dziwne. To, co tam jest napisane, jest bardzo subiektywne. Wiesz dużo, niektórych nie pamiętasz, ale czasami myślisz też: "Facet ze Stasi to wymyślił."

Kiedy otrzymałeś ten mimowolny wgląd?

To było jakieś trzy lub cztery lata temu. I dotyczyło to tylko czasu po moim "Ucieczka z republiki" 1985.

Więc to były akta zagranicznego wywiadu. Czy centrala wywiadu (w skrócie HVA) szpiegowała cię na zachodzie?

Dokładnie tak. Nazwiska w aktach są zaczernione, a mimo to można szybko dowiedzieć się, kto, kiedy i gdzie rozmawiał o rzeczach lub relacjonował spotkania w Berlinie Zachodnim. Ale więzi z ludźmi, którzy są najprawdopodobniej zagrożeni, zostały wcześniej zerwane. Więc nie reagowałem już na te rewelacje, które były dla mnie, że tak powiem, nowe.

Czy nie było nic, co cię zaskoczyło?

Ale: przeczytałem mój nakaz aresztowania. Gdybym pojechał do NRD po 1985 roku, mógłbym zostać natychmiast aresztowany. Jako uchodźca z republiki i zdrajca, należało się tego spodziewać w każdej chwili. Musiałem też dużo się uśmiechać z ocen tego, jak robię się jako aktor – Stasi oceniała wszystko. Oczywiście obraźliwym tonem: Von "przeciętny" była rozmowa między innymi. Szaleli za mną. Myślę, że nie czuli się komfortowo. Ale i tak jest w porządku.

Czy jednak uważasz, że uzyskanie tych spostrzeżeń nie ma wartości dodanej?

Myślę, że to zrozumiałe po ludzku. Ktokolwiek ma taką potrzebę, powinien to zrobić. Jeśli dana osoba czuje się potwierdzona lub uspokaja ją, to w porządku. Ale czy to coś zrobi? Nie wiem. Są też osoby, które zostały skrzywdzone przez ten system, trafiły do ​​więzienia lub były maltretowane. To jest coś zupełnie innego. Mówię tylko z mojej perspektywy i jest to naprawdę luksusowe. Osobiście nie potrzebowałbym tego – i nigdy nie zażądałbym wglądu do akt z własnej inicjatywy.

Sylvester Groth i Corinna Harfouch: In "Niemcy 89" obaj udają parę na zachodzie, aby zebrać informacje dla HVA. (Źródło: UFA FICTION Anika Molnár)

Dużo się poruszyłeś w swoim życiu i kiedyś myślałeś o sobie jak o "Migranci życiowi" wyznaczony. W samym Berlinie ponad 30 razy zmieniałeś mieszkanie. Według własnego oświadczenia, przeprowadzając się, pozbywasz się wszystkiego, czego nie używałeś przez rok. Powstaje pytanie: czy masz coś świętego z czasów NRD?

Jest kilka zdjęć moich rodziców, które są dla mnie ważne. Ale nie ma nic więcej. Moje serce też nie jest przywiązane do niczego. Raczej jestem bardzo wdzięczny ludziom, którzy pomogli mi w życiu.

W nowym sezonie "Niemcy 89" ściana spada, a potem wyrok: "Ludzie chcą wolności, a dostają kapitalizm." Czy tak to postrzegałeś po upadku muru?

Ten kapitalizm przyszedł z siłą. Nagle trzeba było dużo pieniędzy, żeby móc sobie na coś pozwolić. W NRD pieniądze nie odgrywały większej roli, dobrze się dogadywaliście, mając stosunkowo mało pieniędzy. Za trzypokojowe mieszkanie zapłaciłem 26 marek. Czy to w Schwerinie, Lipsku, Dreźnie czy Berlinie Wschodnim: zawsze były mieszkania za niewielkiego talara. Jednak nadal mieszkałem z zewnętrzną toaletą w Lipsku, komfort był kiepski – i tak nie można nikogo winić.

Co masz na myśli?

Miałeś swoje mieszkanie i to wszystko. Każdy musiał samodzielnie rozbudować swoją przestrzeń życiową, wyremontować ją własnym wysiłkiem, wymagało więc sporej inicjatywy.https://yourpillstore.com/ Pieniądze były mniej ważne niż ciężka praca i kontakty. Pieniądze nie były tak prezentowane. Po upadku muru tym bardziej zaskakujące było to, że na prawie wszystkie rzeczy materialne potrzeba było dużo pieniędzy.

Przy przewalutowaniu nastąpił szok?

Jasny! Wszyscy myśleli "o tak, zachodnie pieniądze" a potem zdał sobie sprawę, że to nie jest nic warte. Musiałeś wydawać pieniądze na rzeczy, za które wcześniej prawie nie płaciłeś.

Przynajmniej było 100 marek na powitanie. Wykorzystałeś je?

Pytam cię! Pod żadnym pozorem. Nie, nie, nie, nie chciałbym tego.

Sylvester Groth: Aktor urodził się w 1958 roku w byłej NRD, w małym miasteczku Jerichow w Saksonii-Anhalt. (Źródło: Hans Ludwig Böhme)

Mieli już wtedy dobre dochody i zarabiali na zachodzie, zanim runął mur. Dlaczego opuściłeś NRD w 1985 roku?

Głównie z powodów osobistych. Chciałem zobaczyć świat i mieć różne doświadczenia. Ale dla mnie sytuacja w NRD była trudna. Byłem zależny od wrażliwości i zgody innych ludzi, którzy w każdej chwili z niewytłumaczalnego powodu mogliby powiedzieć: "Nie, przepustki nie dostaniesz!"

Na festiwal w Salzburgu byłeś rok wcześniej, w 1984 roku, na prośbę reżysera Johannesa Schaafa. Jak to się stało?

To, co tam się stało, było niesamowite! Schaaf i ja spotkaliśmy się w Berlinie Wschodnim i zorganizowaliśmy wszystko dla mojego zaangażowania w Salzburgu. Ale zadał mi pytanie: "Czy jesteś persona non grata?" Na początku nawet nie wiedziałem, o co mu chodzi. Chodziło o to, czy w ogóle wyciągnie mnie z NRD, czy też przywódcy mieli zastrzeżenia.

Czy to dlatego, że byłeś winny czegoś, co nie podobało się przywódcom NRD?

Nie byłem w wojsku, byłem singlem i nie zawracałem sobie głowy słowami – to wystarczyło wtedy. W żadnym wypadku nie byłem niesforny. Ale kiedy złożyłem podanie o opuszczenie kraju, wszystko się zaczęło. Ta złowieszcza agencja artystyczna w NRD nie chciała, żebym jechał do Salzburga.

Jedyna agencja w NRD, która miała monopol na umożliwienie artystom występów za granicą. Jak udało Ci się dostać do Salzburga?

Zostali zadokowani bezpośrednio do siedziby Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego. Jako artysta zostałeś przez nich całkowicie pokazany. Potrzebowałeś więc kontaktów wartych złota w NRD. Na szczęście uzyskałem numer telefonu do dyrektora festiwalu w Salzburgu i zadzwoniłem do niego. Powiedział mi, że się tym zajmie i że i tak zaplanowano spotkanie z ministrem kultury NRD Hansem-Joachimem Hoffmannem. 24 godziny później miałem paszport i mogłem pojechać do Salzburga.

Po zaręczynach w 1984 roku wróciłeś do NRD. Rok później było inaczej. Jak to?

Chciałem ten utwór ze względu na wymianę kulturalną "Don Carlos" w Düsseldorfie. Ale NRD odmówiła mi tymczasowego opuszczenia kraju. To w końcu mnie zdziwiło. Nie chciałem już być zdeterminowany przez innych, a moim życiem dyktować ludzie, którzy mówią mi, co mam robić, a co zostawić.

Więc znowu pojechałeś do Salzburga w 1985 i po prostu tam zostałeś?

Nie było to takie proste, wymagało to dużo szczęścia. Johannes Schaaf strzelił zaraz po festiwalu w Salzburgu "Momo" w Rzymie i zaproponował mi rolę. To tylko cztery dni strzelaniny, ale płacono im jak król. Nadal jestem wdzięczny ówczesnemu szefowi Rialto Horstowi Wendlandtowi za to, ponieważ to było dużo pieniędzy i na razie mogłem z tego żyć.

Zbudowali się za pieniądze "Momo" zupełnie nowe życie na zachodzie. Jak to działa?

To niesamowicie trudne. Miałem szczęście, że miałem kontakty. Ale nie wiedziałem tego wcześniej i nie mogłem tego wszystkiego zaplanować. Ostateczna decyzja o pozostaniu na Zachodzie zapadła na kilka dni przed wyjazdem.

"Idź na całość!"-Gwiazda: Jörg Draeger: “ Nie ma wątpliwości, że starzenie się jest do bani ” "Światowy bestseller": Katarina Witt mówi o „Playboyu” za milion dolarów betonowym otwieraczem do ścian i ścian: Günter Schabowski: „Jeden z najgorszych”

W końcu pozostaje pytanie: co pakujesz, gdy wiesz, że wkrótce rozpocznie się nowa faza życia?

Miałem ze sobą tylko małą walizkę, niewiele miałem. Ale miałem pieniądze – to było moje wielkie szczęście. A kiedy przyjechałem do Niemiec, Schaubühne Berlin zaproponowało mi stałe stanowisko na trzy lata. Byłem zdumiony: stały kontrakt, wielki łut szczęścia. I to w tym legendarnym domu. Więcej nie jest możliwe! Więc przebywałem w Berlinie od 1986 do 1989 roku.

Wykorzystane źródła: Osobisty wywiad z Sylvestrem GrothBStU w liczbach: "Liczba wniosków i ogólne statystyki"

To, co kiedyś było autostradą, jest teraz siecią szerokopasmową: Niemcy potrzebują struktury cyfrowej, pisze Norbert Röttgen (CDU) w gościnnym artykule. Ale to nie wystarczy.

"Tak będą wyglądały ulice przyszłości"- powiedział Konrad Adenauer jako burmistrz Kolonii, otwierając w 1932 roku pierwszą autostradę między Kolonią a Bonn. Ta przyszłość urzeczywistniła się w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, kiedy to rozbudowa autostrady stała się jednym z najważniejszych katalizatorów niemieckiego cudu gospodarczego.

To samo dotyczy dzisiaj infrastruktury cyfrowej. To jest autostrada naszych czasów. Wzrost gospodarczy, tworzenie sieci i połączenia – wszystko to jest możliwe dzięki skutecznej i wszechstronnej ekspansji łączy szerokopasmowych, którą musimy wreszcie potraktować poważnie. Niemcy mają również ogromną potrzebę modernizacji wykraczającej poza infrastrukturę cyfrową. Od zjednoczenia Niemiec żadne zadanie o takiej skali i pilności nie miało podobnego znaczenia. 

30 lat po zbudowaniu Wschodu potrzebujemy cyfrowej konstrukcji Niemiec. Aby nadążyć za naszymi cyfrowymi zaległościami i osiągnąć niezbędny impuls technologiczny w zorientowanych na przyszłość branżach, potrzebny jest porównywalny wysiłek całego społeczeństwa i państwa. Niemcy Digital 2025 to nazwa nowej agendy. Nie tylko w jakiś sposób, ale z planem i na światowym poziomie.

Autor Norbert Röttgen był federalnym ministrem środowiska od 2009 do 2012 roku. Röttgen jest obecnie twórcą polityki zagranicznej i przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych. Röttgen ubiega się o przewodniczenie CDU.

Niemcy wychodzą z tyłu

Niemcy przyjmują zgodnie z "Indeks gospodarki i społeczeństwa cyfrowego" Komisja Europejska zajęła dopiero dwunaste miejsce w Europie. Korzystając z usług e-administracji, tylko 21 miejsce! W szczególności oznacza to: Malta czy Cypr są lepsze od nas, jeśli chodzi o cyfryzację usług publicznych. W rzeczywistości Niemcy wychodzą na tyły z krajami takimi jak Rumunia i Bułgaria. Dla jednej z największych gospodarek świata sytuacja ta jest nie do utrzymania. Niezależne ministerstwo cyfrowe o szczupłej strukturze, które działa na rzecz cyfryzacji, a jednocześnie działa wyłącznie cyfrowo, byłoby widocznym znakiem przebudzenia politycznego.

Z drugiej strony niepowstrzymana cyfryzacja wielu dziedzin życia pokazuje również, że spora liczba osób upada ze względu na skomplikowaną bankowość internetową, przeklinanie biletów na basen, które można kupić tylko online i czują się wykluczeni z wielu zajęć – chyba że chcą płacić cyfrowo . To szybko tworzy poczucie bezsilności i wykluczenia w świecie, który porusza się coraz szybciej. Stwarza to ryzyko wielkiego podziału społecznego.

Dlatego celem musi być zabranie wszystkich ze sobą, zamiast biernej cyfryzacji. Oprócz infrastruktury musimy więc mocno inwestować w oferty edukacyjne, nie tylko w szkołach i na uczelniach dla kolejnego pokolenia, ale przede wszystkim dla wszystkich pracowników.

Praca jutra

Ponieważ praca jutra się zmieni, nie ma powrotu do dawnych czasów, kiedy ludzie wykonywali tę samą analogową pracę przez 40 lat. W przyszłości wiele miejsc pracy będzie związanych z wymaganiami cyfrowymi. Stwarza to nowe potrzeby w zakresie szkolenia i dalszej edukacji pracowników. Podnoszenie umiejętności cyfrowych, tj. Cyfrowe i ukierunkowane szkolenie siły roboczej, musi stać się priorytetem wszystkich przedsiębiorstw. W ten sposób można zwiększyć świadomość i akceptację cyfryzacji, a także zapewnić miejsca pracy.

Cyfryzacja to nie tylko kwestia społeczno-polityczna, ale także konieczność ekonomiczna i polityczna. Cyfryzacja jest podstawą przyszłego wzrostu gospodarczego. Platformy takie jak Amazon i Facebook radzą sobie lepiej niż kiedykolwiek pomimo pandemii. Nie ma ani jednej firmy europejskiej wśród dziesięciu najsilniejszych finansowo firm na świecie. Obecnie największe firmy znajdują się w USA i Chinach.

W obszarze rozwiązań chmurowych już jesteśmy opóźnieni technologicznie i zależni od zagranicznych dostawców. Jeśli chodzi o sprzęt i oprogramowanie dla sieci komórkowych, europejskie firmy z Ericssonem i Nokią wciąż są w czołówce, ale z trudem oferujemy im rynek, którego potrzebują. Jeśli chodzi o naszą suwerenność cyfrową, powinniśmy nie tylko nabrać większej pewności siebie, ale także starać się o silniejszą rolę w globalnej konkurencji. Nie potrzebujemy do tego niemieckiej Doliny Krzemowej, ale politycznej i społecznej kultury przedsiębiorczości.

Inwestuj w pomysły

Musimy odważyć się inwestować w pomysły – także i właśnie ze względu na ryzyko, że mogą one zawieść.

No Comments

Sorry, the comment form is closed at this time.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close